Kolejna srebrzysta kropla spłynęła po policzku i zamigotawszy ostatni raz odbitym blaskiem świecy zanurzyła się w świeżym sianku, aby zniknąć na zawsze. Kocyk przebierał różowymi kopytami jakby zamyślony, a nawet zakłopotany. Palce prawej dłoni Amelii wplątane były w jego mahoniowe warkocze, które dziewczyna zawzięcie plotła cały wolny dzień z bujnej grzywy.
Od czasu do czasu zaciskała pięść, gdy zanosiła się nagłym szlochem, co powodowało bolesne szarpnięcie i, co za tym idzie, ból w okolicach karku kucyka. Był jednak w stanie jej to wybaczyć. Wiedział, że jego pani bardzo cierpi i nie krzywdzi go świadomie. Czasem nie poradzi się nic na skurcze ogarniające organizm, kiedy człowiek znajduje się w głębokiej rozpaczy. Amelia w stanie takim znajdowała się już kilka razy, ile dokładnie, Kocyk nie mógł sobie przypomnieć. Jednak prędzej czy później to mijało. To zawsze mija.
Zwierze nie rozumiało emocji targających jego panią, jednak znało i rozumiało uczucie miłości, a tą dziewczynkę kochało bezgranicznie i serce jego płakało razem z nią podczas tych smutnych bezsennych nocy, gdy woda z oczu ukochanej ludzkiej istoty ginęła w sianku przed jego kopytami.
Lewa ręka dziewczyny spoczywała na szyi Kocyka i machinalnie gładziła jego różową sierść. Czynność ta oraz świadomość, że ma kogoś, kto kocha ją bezgranicznie działała na nią niczym balsam silnie regenerujący popękaną skórę.
Nastał nowy dzień. Oczy Amelii były spuchnięte i podkrążone. Ledwo stała na nogach, lecz teraz nie mogła położyć się spać choć chętnie wtuliłaby się w ciepłe różowe ciałko swojego bajkowego przyjaciela. Pomysł był oczywiście nierealny. Postępek ten mógłby sprowadzić na nich liczne nieprzyjemności. Mógłby prowadzić do rozdzielenia ich z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze: zabronione było posiadanie zwierząt bez pozwolenia, a na tego kucyka pozwolenie nie zostałoby udzielone, co prowadzi do powodu drugiego, a mianowicie wyjątkowości zwierzęcia. Był on niczym wyjęty z bajek dla dzieci. Nie dość, iż kolor sierści i kopyt jego był różowy to na dodatek z prawej strony zada widniały trzy obrazki wyglądające jak wyszyte kolorowymi nićmi. Żółte słońce, czerwone serce oraz niebieska chmurka ze złotą błyskawicą.
W obliczu tych faktów kucyk zostałby z pewnością skonfiskowany i zamknięty w boksie jako wyjątkowy okaz. Niepowtarzalny egzemplarz. Wspólnie, bo dziewczynie czasem wydawało się, że porozumiewają się telepatycznie, jednak nawet przed sobą bała się do tego przyznać, ustalili, iż Kocyk powinien zostać utrzymywany w tajemnicy i odosobnieniu.
Amelia wygładziła falbanki spódnicy, pozbyła się drobnych elementów posłania Kocyka i wolno wykonała kółka w tył ramionami. Przechyliła głowę w prawo, a później w lewo. Szyja strzyknęła.
- Pa, Kocyku - szepnęła klepiąc delikatnie przyjaciela po boku.
Aby trafić do osady musiała przedostać się przez łąki i bagna. Po przejściu niecałego kwadransa zatrzymała się, gdyż nie miała siły iść już dalej. Wyprawa jaka ją czekała trwać miała jeszcze 67 minut.
Nie mam wystarczająco czasu. Wyszłam za późno. No chyba, że pobiegnę...
-Nie... Jestem zbyt zmęczona. Nie dam rady - odpowiedziała na swoje rozważania w myślach.
Usiadła na trawie skubiąc jej źdźbła w zamyśleniu.
Jeśli nie dotrę na czas do osady, zaczną mnie szukać, zadawać pytania, będą mnie śledzić... Muszę zdążyć przed porannym apelem.
Poderwała się energicznie z ziemi. Ruch ten wywołał zawroty w głowie i dziewczyna ponownie upadła. Poczuła, że wskutek doznanego przed chwilą upadku coś niedobrego stało się z jej nogą. Przyciągnęła do siebie obolałą kończynę. Kostka była spuchnięta. Jej rozmiar dorównywał gigantycznemu ziemniakowi. Usiłowała podnieść się, lecz jej próby okazały się daremne.
-I co ja teraz zrobię? Gdyby tak mieć konia? - rozpaczała załamana dziewczyna. W jej głowie pojawił się różowy pysk kucyka. Przez moment wydało jej się, że Kocyk mrugnął do niej. Odrzuciła jednak tą myśl, gdyż, nawet gdyby mogła wrócić do prowizorycznej stajni, to nigdy nie jeździła na jej mieszkańcu. Nie miał siodła i powątpiewała, aby ktokolwiek kiedykolwiek dosiadał to bajkowe stworzenie.
Ledwie skończyła wymyślać kontrargumenty do wcześniejszego pomysłu, kiedy usłyszała stłumiony trawą odgłos lądowania. Z początku nie dotarło dno niej, co takiego właściwie słyszy. Dopiero gdy stojący za plecami Kocyk trącił ją nosem odwróciła się gwałtownie by spojrzeć wprost w bursztynowe oczy. Ujrzała w nich swoje odbicie.
Wyciągnęła dłoń i pogłaskała zwierzę po pysku.
-Co ty tu robisz? - Zapytała skonfundowana.
Wzywałaś mnie, odpowiedział głos w jej głowie. Jego barwa była czysta. Taki głos można nazwać tajemniczym, srebrzystym, magicznym.
Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zdziwienia.
Mam omamy. To ze zmęczenia.
Nie masz omamów. Potrafię rozmawiać z innymi stworzeniami za pomocą myśli, kiedy chcę.
W takim razie, dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej?
Nie wiedziałem czy mogę ci ufać. No i czasami mówiłem do Ciebie, tylko, że twoim głosem.
Niesamowite! Ale...
Nie teraz. Nie mamy na to czasu. Po tych słowach, kucyk zgiął kolana kładąc się na trawie. Wskakuj. Musimy lecieć.
Amelia wyciągnęła ręce, złapała kucyka z szyję i wdrapała się niezgrabnie na jego grzbiet.
Trzymaj się mocno.
W ostatnim momencie złapała kocykowych warkoczyków, gdy boków kucyka pod stopami wyrosły skrzydła z śnieżnobiałego puchu. Kocyk machnął nimi w powietrzu i poderwał się w górę, w mniemaniu pasażerki, niemal do chmur.
Wystarczyło kilka machnięć puchowymi skrzydłami, aby znaleźć się nad miejscem docelowym - osadą Dorry-mi.
Słońce nie wzeszło jeszcze, więc kucyk korzystając z tego bycia niemal niewidzialnym zataczał koła niżej i niżej lądując ostatecznie miękko na głównym placu.
Zostaw mnie tu. Straż może przechodzić tędy lada chwila, pomyślała gorączkowa dziewczyna.
Nie przejmuj się. Dobrze wiesz, że w nocy w krainie Dorry panują nieprzeniknione niemal dla ludzkiego oka ciemności. Mam słuch niezawodny. Usłyszę każdą zagrażającą mi istotę, szczególnie znajdując się w tych murach.
W milczeniu przeszli przez dziedziniec. Zatrzymując się pod drzwiami domu Amelii.
Dopiero wtedy dziewczyna się odezwała. W myślach.
Dziękuję.
Powinienem dawniej się ujawnić. Kocyk postukał kopytem w kostkę brukową jaką wyłożone było podłoże osady. Bałem się, że jeśli dowiesz się, że jestem nadzwyczajny to...
To cię opuszczę?! Nigdy.
Ale...
Nie zostawia się osób, które się kocha dlatego, że są inne.
Kucyk uśmiechnął się w myślach. Miło było mieć kogoś, kto kocha cię mimo wszystko.
c.d.n.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz