czwartek, 28 kwietnia 2011

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

13 godzin ( II )


N. przystanęła na chwilkę, po czym dogoniła rozbawioną A.
- Nie możemy tu skręcić - oznajmiła z powagą.
- A gdzie? - A. zmarszczyła brwi. - No gdzie, jak nie tu?
W tym momencie musiały zakończyć rozmowę. W ich stronę żwawo maszerował AN.
- Idziemy? - spytał machnąwszy ręką w kierunku jednej z bocznych warszawskich uliczek.
Nie było czasu na debaty. A. musiała zaufać N.
- Nie. Musimy poczekać na znajomych - odparła, po czym uśmiechnęła się, pokazując dołeczki w policzkach, by złagodzić nazbyt oschły ton.
N. przejęła pałeczkę.
- Musimy chwilkę poczekać. Znajomi już idą - odsłoniła białe ząbki w szczerym uśmiechu.
- Okej - AN wzruszył ramionami.
Odszedł kawałek dalej i wyciągnął aparat z pokrowca.
A. zamarła.
- AN! - Zawołała.
N. złapała ją za ramię. Krótkie, ale mocne paznokcie zagłębiły się w jasnej skórze dziewczyny.
To był ułamek sekundy.
A. otrząsnęła się.
Odchrząknęła.
-A nie lepiej jak ja ci zrobię zdjęcie? - Podbiegła do chłopaka.
Co do cholery?- Zastanawiała się N. Czyżby...? O ja pie... Szybkim krokiem podeszła do A. trzymającą aparat w obydwu dłoniach.
Złapała ją za ramię.
A uniosła głowę. Ich spojrzenia spotkały się.
Wie.
Wiem.

Doszła Reszta.
Już nie mogły rozmawiać.
W sumie to Reszta w końcu się przydała, bo to zmusiło AN do schowania aparatu.
Szli Krakowskim Przedmieściem już od kilkunastu minut.
Minęli Pałac Prezydencki, pod którym odbywała się jakaś manifestacja nie budząca już niczyjego zainteresowania.
Torba A. była ciężka.
Bark dziewczyny przechylił się bliżej ziemi.
W środku, i tak już wypchanym aż nadto, umieszczony został cenny przedmiot - wspólna pasja i miłość przyjaciółek.

Cienie.
N. rozglądała się ukradkiem.
Skoro mamy dane... zadanie zakończone.
- Usiądźmy tutaj - N. wskazała na pobliskie ławki.
- Tak na widoku? - Spytał jeden z Reszty.
- Pod latarnią najciemniej - zakończyła.
Powód był jeszcze jeden: wszystko wskazywało na to, że cienie podążają za nimi.

A. sączyła napój ze swojego kubka do kawy.
Westchnęła z rozkoszą, gdy pierwsze bąbelki spłynęły przez gardło do żołądka.
N. krążyła.
Coś sprawdzała.
Dwa razy, pod byle pretekstem, obeszła plac.
Raz zabrała ze sobą jednego z Reszty, a raz udała się samotnie.
A. widziała to, ale uznała, że jeszcze nie pora interweniować.
Przywołała na twarz uroczy uśmiech i zadała jakieś pytanie, na które odpowiedzi nawet nie wsłuchała, nowemu znajomemu.

Cienie nie podeszły.
poruszały się powoli i spokojnie jak rekiny wokół ofiary.
Nie zrobili jednak nic, co by ich sprowokowało.
Nie wyczuły krwi.
Gdy szli na pociąg nie podążali już za nimi.
Byli na służbie, przydzieleni do konkretnego rejonu.

Cel odszedł.
Chyba coś wyczuł, ponieważ ulotnił się wcześniej niż mówił na początku.
To nie jest istotne.

A. i N. zdobyły dane - wykonały zadanie!
Więc czemu nie delektować się tym wspaniałym trunkiem, który spoczywał w dłoni A.?
:)

sobota, 16 kwietnia 2011

13 godzin


A. pije Desperadosa u Szkota.
Relaksuje się.
Dzwoni telefon.
To od Niej.
Od Niej musi odebrać.
Odbiera.
Jest informacja.
Jest pytanie.
Nie. To polecenie.
Kilka minut i decyzja jest podjęta.
Jadą. I to w trybie natychmiastowym.
Nie ma czasu na przygotowanie.
Wszelkie informacje i rozpoczęcie operacji na miejscu.

A. i N.. Same.
Nie, jednak nie same, choć same decyzję podejmują. Później dowiadują się o Reszcie.
Reszta nie jest jednak istotna.
Na pozór fajna i sympatyczna, lecz nie wiadomo kim jest dla Niej.

Zanim nastąpi godzina pierwsza z trzynastu trzeba wykonać zadanie wstępne.

Poranek rozpoczął się pospiesznym stukotem czereśniowych obcasów N. i odgłosem gumowej podeszwy, czerwonych trampek A., zetkniętej ze żwirem.
Dobra dziennikarka wie, gdzie zaciągnąć języka

Żadna z nich nią jednak nie jest.

A. namówiła N. by tam poszły.
Głupio, bo głupio, ale jest zadanie.
A zadanie trzeba wypełnić.

Problemu nie było.
Byli pomocni - jak zawsze. Informacje są zdobyte.
Nie ma z czego się cieszyć - pomyślała A. wychodząc przez drzwi otwierane za pomocą fotokomórki.
Pęd powietrza rozwiał jej rude loku.
Nie zwróciła na to uwagi. Nazbyt była zamyślona.
- Poszło za łatwo. - syknęła do N. przez zaciśnięte zęby.
- Oj, przestań! - N. zatrzymała się gwałtownie - Wszystko idzie zgodnie z planem. Przestań komplikować!

Pociąg odjechał.
Na peronie, wśród zgiełku przechodniów, stało nieruchomo pięć postaci.
- Mamy 13 godzin - szepnęła prawie niesłyszalnie A.
Jeden z Reszty drgnął i wyszedł przed grupę.
Pozostali ruszyli o krok za nim.

Ponad pięciogodzinna jazda dawała się we z znaki.
Żeby zadanie wykonane było poprawnie, a one skuteczne, A. i N. musiały się odświeżyć.
Tak długi czas w dusznym, zatęchłym przedziale pozostawił ślad na ich, zazwyczaj nienagannych, twarzach.
Jednak krótka wizyta w łazience wystarczyła, by wróciły do odpowiedniego wyglądu.

Po dwóch godzinach cel został dokładnie namierzony.
- Nie ma sensu za nim latać. Sam do nas przyjdzie. - Powiedziała głośno A., ale pomyślała:zbyt banalnie,zbyt...łatwo nam idzie...
- Ale... jak? - zapytał ten, który wyprowadził ich z peronu.
No tak. Rozpoznanie w terenie może i dobre, za to znajomość wywiadu... - podsumowała w myślach A. kręcąc głową.
- Jeszcze dużo się musisz nauczyć - zaśmiała się kpiąco N.
Poczekają na niego w dogodnym i bezpiecznym miejscu.
- Przyjdzie jak owca na rzeź - A. się rozmarzyła.
- Nie. Tym razem tylko dane. Zdobędziemy dane i wracamy.

N. patrzyła głęboko w oczy A. Próbowało zrozumieć, co przyjaciółka jej przekazuje.
Oczy. Oczy według A. mówiły. Potrafiła czytać z oczu innych ludzi. Nie słowa, ale myśli i emocje.
Oczy A. były brązowe, bursztynowe, prawie czarne. I te oczy na prawdę mówiły do N.
Brunetka kiwnęła głową. Zrozumiała. Narysowała na kartce trzy postaci ustawione tak by tworzyły rogi trójkąta. Połączyła je linią i w środek powstałej figury wpisała litery A i N.
- Kim są?
- Po co są?

Nagle A. zmrużyła oczy zadanie!
N. odwróciła się gwałtownie. cel

Panel dyskusyjny trwał 5 godzin. Reszta się nie wychylała. Zostawiła wolną rękę zawodowcom.
A. i N. stopniowo przekonywały cel do siebie.
Przyszedł sam. Tak, tak miało być. Inaczej po panelu zabrakłoby czasu.
Teraz czasu mają aż nadto.
- Szkoda, że kolega celu nigdy nie przyjedzie. Będzie czekał na marne. - N. ledwie poruszyła wargami.
- AN. Cel to AN. To inicjały. Zabawne nie uważasz? -równie niezauważalnie odpowiedziała A. wpatrując się w kark AN.

Koniec. Czas działać.
Cała piątka stała przed budynkiem udając, że są zajęci.
Że na nikogo nie czekają.
W rezultacie nie musieli długo udawać.
Cel wyszedł z budynku i skierował swe kroki ku im.
- Cześć - uśmiechnął się nieśmiało. - O której macie pociąg?
- 23.10 - mruknęła A.
Była godzina 17.13
- Co robicie teraz? Chętnie pójdę z Wami, bo czekam na kolegę, który dopiero o 23.00 ma przyjechać pociągiem...
- Jasne - serdecznie uśmiechnęła się A. mimo, że pomyślała Kolega nie przyjedzie, mój drogi...
- Jeśli nas oprowadzisz po Warszawie - postawiła warunek N. dodając w myślach biedny celu, sam wchodzący w sidła...
Chłopak przytaknął i ruszyli.

Reszta zaczęła się podejrzanie zachowywać.
Jedyny mężczyzna w grupie, oprócz celu, zaczął stroić dziwne fochy i uparcie chciał się rozdzielić.
Tak się stało. A. zwróciła uwagę, że nie jest to zachowanie przypadkowe, ale postanowiła czekać na rozwój sytuacji. Rozdzielili się.
Nareszcie!
Reszta poszła w inną stronę a one z celem w inną.

To była chwila.
A. patrzyła na AN spod półprzymkniętych powiek. Starała się zapanować nad grymasem satysfakcji powoli unoszącego kąciki jej ust ku górze.
- Fantastyczny! - Westchnęła
Odwzajemnił nieśmiały uśmiech.
A. wyciągnęła w jego stronę dłoń z lustrzanką cyfrową Kodaka. Chłopak sięgnął i schował aparat do pokrowca.
Gdy N. wróciła z łazienki A. zdążyła już schować kartę w bezpieczne miejsce.
Teraz, gdy miała to czego chciały, mogą wrócić. AM był jednak ciekawym człowiekiem. A. nie chciała jeszcze się z nim rozstawać.
Jeśli N. się dowie, że już ją mam, będziemy musiały wrócić... Nie powiem jej na razie.

Reszta doszła do nich. Spacerowali po Krakowskim Przedmieściu i rozmawiali.
N. była w pracy, ale A. misje zakończyła, gdy, wychodząc z restauracji, okłamała partnerkę, że nie udało jej się zdobyć karty.
Może dlatego nie zauważyła postaci, które po raz kolejny mijały ich bezszelestnie.
Jednak N. zachowała czujność...