- Chciałabym być dzieckiem. Móc ukryć się w silnych i opiekuńczych ramionach. Być ogrzewaną kawałek po kawałku przez ciepłe dłonie kogoś serdecznego. Chciałabym móc zasnąć niewinnym i głębokim snem. Snuć kolorowe historie o barwnych motylach, niespotykanych roślinach, mówiących zwierzętach... O magicznych krainach pełnych spokoju i bezpieczeństwa. Nie widzieć brutalności tego świata. Naturalnie wierzyć w oczywistość miłości i dobroć otaczających mnie istot - myślała Kira spoglądając na rozpościerające się przed nią pogorzelisko. Bitwa ją wyczerpała, co stanowiło niepokojący fakt, ponieważ grupa z którą się zmierzyła nie miała w swych szeregach ani jednego Wtajemniczonego. Oznaczać to może tylko jedno - szeregowi żołnierze Żywiołów stali się silniejsi niż dotychczas.
Kira przez chwilę jeszcze patrzyła załzawionym, nieobecnym wzrokiem w dal przez tlące się kawałki tarcz, ludzkie szczątki, rozgrzany do czerwoności metal, grudy rozrytej ziemi aż po niepokojąco spokojny horyzont.
Kira, jak i pozostali Tancerze, przywykła do przelewania krwi. Liczne morderstwa dokonane były przecież w imię większego dobra i podczas walki. Zdrajcy wiedzieli na co się piszą wcielając się do armii.
Mimo wiary w dobrą sprawę nie czuła już radości. Nie potrafiła znaleźć niczego, co mogłoby być odskocznią od codziennej praktyki, czyli siekania na drobne kawałki mieszkańców swojej planety. Czuła pustkę w sercu i brak duszy w swoim wnętrzu. Zresztą pewnie jej już tam nie ma. Jaka dusza wytrzymałaby w ciele robiącym TAKIE rzeczy?
Rozmyślania dziewczyny przerwał cichy dźwięk przywodzący na myśl bulgotanie gęstej cieczy. Wodziła wzrokiem w poszukiwaniu owego dźwięku aż spojrzenie jej napotkało bladą i siną twarz Terego. Usta wypełnione miał swoją własną krwią, którą się dławił.
Czas stanął w miejscu a jedynym co słyszała był puls tłukący się w skroniach mający za chwilę rozwalić jej głowę.
Po 15 sekundach zdających się trwać wieczność rzuciła się w kierunku towarzysza broni, lecz nie mogła już nic zrobić. Brunatna plama pokryła niegdyś szarą koszulkę na zawsze zmieniając jej kolor. Było to jednak bez znaczenia, bo nigdy nie miała już zostać uprana. Wspomniane odzienie rozcięte było na piersi. Widoczny był również ślad głębokiego kłucia. Płuco Terego zostało przebite ostrzem miecza.
Prawda docierała do niej z opóźnieniem.
Zabiła Terego.
Jak się czuje ktoś w czyich rękach spoczywa życie innego człowieka?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Zależy ona bowiem od indywidualnego charakteru, wartości danego życia i oczywiście od sytuacji.
Łzy spływały po policzkach Kiry. Zostawiając swojego kompana widziała dwie drogi. Jedną krętą, usłaną cierniami jednak po pokonaniu pewnego odcinka wymarzoną, pełną radości i spokoju a następną... w następnej była śmierć.
Ślepo wierzyła w pierwszą drogę całkowicie niemal odrzucając tę drugą, która wkrótce miała okazać się najbardziej prawdopodobna.
Przełożona powiedziała jej, że będzie mogła zmienić partnera, jednak najpierw trzeba przeprowadzić ćwiczenia indywidualne, aby znaleźć odpowiednich wojowników, z którymi wszystkie strony będą się dobrze rozumieć. Zgranie i wewnętrzne porozumienie jest bowiem ważne na polu walki tak samo jak na parkiecie służącym do tańca.
Musieli tę bitwę stoczyć jeszcze razem, jednak stojąc na półce skalnej Kira myślała o tym, że bardzo prawdopodobnym jest, iż bitwa ta będzie ich ostatnią wspólną bitwą. Jak się później okazało, modły jej zostały wysłuchane.
Sztylet błysnął w mroku zatapiając swe ostrze w miękkim, ciepłym jeszcze ciele mężczyzny. Ukróciła cierpienie Terego. Jej łzy spływały po nieruchomej i obojętnej na pozór twarzy Kiry. W głowie natomiast zgromadziło się multum myśli, które toczyły bitwę między sobą. Żałowała byłego przyjaciela, lecz nie zwykła płakać nad rozlanym mlekiem. Jej rozpacz nie cofnie biegu zdarzeń, więc nie widziała sensu w pogrążaniu się w żałobie. Może później kiedy uda jej się uratować własny tyłek.
Wolała nie myśleć, co się stanie jeśli ktoś odkryje, że Tery zginął z jej ręki! W najlepszym wypadku zostanie wygnana a to wiąże się z niechybną śmiercią. Nawet gdyby uwierzyli jej, że całe zdarzenie było tylko przypadkiem nie przyniosłoby to wiele korzyści. Żeby panować nad grupą i przetrwać w trudnych czasach przełożeni musieli wprowadzić reguły i przestrzegać ich skrupulatnie. W sprawie zabójstwa lub przyczynienia się do śmierci jednego z członków stowarzyszenia zasady były jasne.
Kira wydobyła z kieszeni porzuconego skórzanego płaszcza Terego buteleczkę z benzyną i wylała jej zawartość na właściciela okrycia leżącego nieruchomo u jej stóp. W własnej kieszeni znalazła pudełko zapałek. Wyciągnęła jedną po czym wprawnym ruchem potarła jej główkę o draskę. Pojawił się płomyk, który bez wahania wypuściła z dłoni. Ciało mężczyzny po kilku ułamkach sekundy zajęło się ogniem, a po kilku chwilach spłonęło doszczętnie. Wiatr rozniósł prochy w różne strony świata jednak swąd spalonej skóry przyjaciela podążał za Kirą jeszcze przez długi czas.
Dziewczyna pozbierała rzeczy zmarłego kompana i wrzuciła je do lnianego worka, który nosiła ze sobą na fanty znalezione na polu bitwy.