wtorek, 9 marca 2010

pierwszy motor



czyż nie jesteśmy tymi bilami lecącymi ponieważ ktoś nas popchnął, odbijającymi się od przeszkód..?

Co prawda nie zawsze pędzimy w miejsce wyznaczone dla nas przez popychacza(kij?).

Mamy zbyt mało sił by uciec jednak tych marnych, wątłych starczy by zboczyć z toru...
choc na chwilkę...


lecz w Końcu i tak lądujemy w łuzie.

poniedziałek, 1 marca 2010

obserwatorka

Lubię obserwowac ludzi.
Ich zachowanie,gdy myślą,że nikt na nich nie patrzy, jest takie...interesujące.
Są prawdziwi.
Nie grają też będząc wśród ludzi nieistotnych-nieznanych, nieznaczących, nieważnych.
Są sobą.
Z całą swoją zwierzęczością i perfidnością.
Ostatnio najbardziej interesującymi obiektami moich obserwacji są starsi ludzie a dokładnie wieloletnich małżonkowie, partnerzy.
Podzieliłam ich na trzy kategorie.
Dwie skrajne i środkową-szarą.
Reszta to cała gama odcieni szarości.
Strefa szaro-szara (środek)
Przeważnie po tylu latach wspólnego życia, wspólnej starości nadchodzi coś, co jest nawet do zaakceptowania.
Najbardziej powszechna kategoria.
Miłośc bo tyle razem przeżyliśmy, przyzwyczajenia a w końcu spowszednienie.
Nie jest to z pewnością szczyt naszych młodzieńczych miłosnych marzeń i obietnic ale chyba da się to przeżyc?
strefa krystaliczno-biała (skrajna)
Mimowolnie uśmiecham się, gdy widzę siedemdziesięcioletnich kochanków, trzymających się za ręce, patrzących na siebie z miłością, przekomarzających się niczym młodzieńcy na pierwszej randce...
Jednak widok ten nie jest częsty.
strefa zgniło-czarna (skrajna)
Dodałam ją jako ostatnią. Nie myślałam nawet,że istnieje.
Nigdy.
Nienawiśc do człowieka, z którym przeżyło się tyle chwil smutnych i szczęśliwych?
jak to możliwe?
Myślę,że to właśnie dla tego.
Przez te wszystkie lata.

Do sklepu przyszła starsza para.
Moją uwagę przyciągnęli, gdyż Ona kazała mu zostac za drzwiami (jak, za przeproszeniem, psu).
On i tak wszedł.
Żeby Jej pomóc.
Nosił za Nią koszyk po całym sklepie.
Gdy chciał coś powiedziec Ona go uciszała i karciła.
Udała się do kasy.
On oczywiście krok za nią.
Zapłacił.
Zaczęli wychodzic.
Złapał Ją za rękę.
Wyrwała się.
Powiedział,że chce Jej pomóc, więc prawie rzuciła w niego zakupami.
Ugiął się pod ciężarem i siłą upadku zakupów i podreptał
o ktok za nią.
Jak grzeczne psisko.


To nie był jedyny raz.
Widuję ich często i zawsze scenariusz jest identyczny.
Co wtedy myślę?
Biedak. Kochający biedak.
Co gorsze?
Cierpiec jak On czy byc tak smutnym, złym i ...cierpiącym człowiekiem jak Ona?
Boże żebym ja taka nie była.
Nie taka jak Ona.
Wolę byc szara, zwykła, niewyróżniająca się.
Tylko nie Ona!!!
I oto to czego się boję.
ZPOTWORNIENA


I widzę te Jego kochające oczy i twarz poktytą bólem...