3.
Rude loki unosiły się na wietrze niczym jedwabna chusta. Luźne ubranie opięło się na zgrabnym ciele dokładnie ukazując jego kształty.
Przez ułamek sekundy jej oczy za sprawą ostatniego promienia zachodzącego słońca pojaśniały i rozbłysły turmalinowym blaskiem by po chwili powrócić do codziennej, jednak nadal niezwykle, głębokiej zieleni.
Dziewczyna jeszcze przez chwilę wpatrywała się w odległy horyzont po czym weszła do pokoju.
Była już tak blisko.
Wdziała tego chłopaka. Tu. Na miejscu.
Stał i wpatrywał się w jej okna. Gdy wyszła na balkon on stał nadal niewzruszony, niedbale oparty o pobliską latarnie jakby bez celu, w pewnym zamyśleniu, a z pewnością obojętnie, zawiesił wzrok gdzieś daleko, daleko w przestrzeni. Gdy na niego patrzyła zdawał się nie widzieć jej, jej okien, jej balkonu, a nawet domu, w którym mieszkała. Jednak, gdy znikała za zasłoną i wyglądała zza niej ukradkiem, aby jej nie dostrzegł jego głowa nieznacznie unosiła się w górę, wzrok stawał się bardziej wyraźny.
Nie przejmowała się tym.
Obecność „tajemniczego” świadczyła o tym, że dobrze odgadła miejsce ze snów.
Malownicza Kraina Wielkich Jezior stała przed nią otworem.
4.
Widok zachodzącego słońca zawsze wywoływał u niego lekki dreszczyk podniecenia. Silny różowy czy pomarańczowy kolor oblewający linie horyzontu pełnił rolę zwiastuna. Szeptał tak cicho i tak głośno zarazem. Jego niesłyszalny głos dudnił w uszach: idzie noc!
Tak.
Noc.
Ta pani sprawiała, że krew w jego żyłach krążyła coraz szybciej. Żadna kobieta nie powodowała u niego takich reakcji.
Czasem, gdy królowa była bardzo łaskawa jego pragnienia zostawały spełnione. Podtykała mu niemal że pod nos ofiary, aby on mógł dokańczać dzieła.
Stan, w jakim się wtedy znajdował można było porównać do nirwany.
Chłopak zaczerpnął głęboko powietrze, po czym zaczął pociągać nosem jakby węsząc.
Zbliżała się Ona.
Wyjątkowa.
Przesycona słodyczą i rozkoszą.
Niezwykle hojna.
Byli prawie gotowi na ucztę... Prawie.
Kocham noc.
Kryje w sobie tyle różnorodności.
Tu każdy może być sobą, bo mrok daje mu niezmywalną maskę.
Sama noc – burzliwa - zdaje się spokojna, przyjazna, mimo że bardzo zdradliwa.
Kocham noc, bo tu każdy jest równy. Robi, co chce.
Noc jest szczęśliwa.
To dopiero rano wychodzą na jaw wszystkie nasze okrucieństwa.
Owoce nocnej swobody.
Uniesienia.
Przywołał wzrok do porządku.
Koniec marzeń, skarcił się w duchu, robota czeka.
Podniósł głowę nieco w górę, oczy – teraz już przytomne – zajrzały w okna dziewczyny.
Jej rude kosmyki były widoczne zza blado-żółtej zasłony. To zdarzenie wywołało mimowolny uśmiech na ustach nieznajomego.
Myślisz, że cię nie widać, maleńka? – Mruknął – To my rozdajemy karty.
Nagle zasłona drgnęła i włosy zniknęły.
Amelia poczuła jego wzrok na sobie. Odskoczyła w tył i padła na podłogę.
Nie mogłeś mnie widzieć!- Syknęła rozgniewana, mimo że czego, jak czego ale chłopak na pewno nie mógł jej słyszeć.
Podczołgała się pod oknem z drugiej strony i delikatnie zerknęła na pustą już latarnie.
„Tajemniczego”, jak go w duchu nazywała, nie było.
Postanowiła jednak zachować ostrożność i upewnić się czy rzeczywiście nigdzie go nie ma.
Nie chciała być odebrana jako podglądaczka czy ciekawska, w sumie to w ogóle nie chciała być odebrana negatywnie, a nawet nie chciałaby żeby chłopak wiedział, że zdaje sobie sprawę z jego obecności.
Podniosła się z ziemi, sięgnęła po koc leżący na łóżku i pomaszerowała w stronę balkonu.
Odsunęła energicznie (może zbyt energicznie) zasłonę, przekręciła klamkę od drzwi, otworzyła je. Przywitało ją ciepłe wieczorne powietrze.
Podeszła do barierki i, rozwieszając na niej koc, ukradkiem zerknęła to tu to tam. Cofnęła się o pół kroku i już spokojnie, nawet całkiem naturalnie, omiotła wzrokiem okolice.
Nigdzie nie zauważyła chłopaka.
Młoda para spacerowała wolno nie zwracając większej uwagi na rozbawioną i coraz głośniejszą grupkę młodzieży.
Mężczyzna i kobieta w średnim wieku wraz z psem uprawiali wieczorny jogging.
Zwyczajny widok.