AD
Mrok otulił jej skuloną sylwetkę. Mimo nieprzyjemnego jesiennego chłodu postać trwała w bezruchu. Głowa otulona złotym szalem włosów oparta była na rękach. Łokcie wbijały się w kolana. Dłonie przycisnęła do oczu zakrywając tym samym większość swej twarzy.
Za sprawą światła księżyca oświetlającego jej mleczne ciało była najjaśniejszym punktem na tej spowitej ciemnością leśnej polanie. Zdawała się płonąć białym, zimnym ogniem.
Ubrana była w delikatną pudrowo-różową sukienkę. Strój dziewczyny był zdecydowanie za lekki, zbyt wiosenny jak na obecną porę roku. Nie obchodziło ją to jednak, gdy pospiesznie opuszczała mieszkanie. Teraz też wydawało się być bez znaczenia. Nie zaprzątało jej myśli. Miała mętlik w głowie. Ważniejsze problemy, będące powodem jej nagłego, nieplanowanego spaceru.
Bose stopy poranione przez szyszki, drobne patyki i kamyczki spoczywały bezwładnie na mchu. Nie chciały zakłócać rozmyślań ani skupiać na sobie uwagi swojej właścicielki, dlatego ignorowały szramy, zadrapania, przetarcia łącznie z przeszywającym bólem.
Mimo zbyt skąpego odzienia, braku bucików, rękawiczek i czapki ciało dziewczyny było zdumiewająco ciepłe. Ciepłe było zresztą zawsze. Odkąd tylko pamiętała. Taką została stworzona. A wszystko po to, aby ułatwić jej zadanie.
Wiedziała dlaczego umiejscowiono ją na Ziemi. Dano jej ludzkie ciało. Miała opiekować się ludźmi. Dbać o równowagę między złymi a dobrymi uczynkami. Równowaga musi być zachowana, bo nie nadszedł jeszcze czas na ostateczną walkę Światłości z Wieczną Nocą.
Była winna. Mówiono jej, że ludzkie emocje są bardzo silne. Przysłaniają faktyczny stan rzeczy. Zakrzywiają rzeczywistość. Należy się ich wystrzegać. Nie ulegać im, a najlepiej działać prewencyjnie nie dopuszczając do sytuacji, które mogą sprawić, iż uczucia zaczną kiełkować.
Przekonanie o własnej wyższości, sile i mocy wytworzyło chęć sprawdzenia się.
- Skoro ludzie radzą sobie z emocjami, to ja też sobie poradzę - myślała zadufana w sobie.
Musiała wyrobić normę. Ostatnio gościła radość, więc teraz nadszedł czas na trochę łez w tym teatrze lalek. Podły plan manipulacji miał ujrzeć światło dzienne. Tym razem nie użyje mocy. Stanie się osobistą przyczyną cierpienia jednej ludzkiej istoty.
Oznaczało to złamanie prawa, głoszącego trzymanie się na uboczu, nie zawierania ŻADNYCH relacji z tubylcami.
Nie myślała wtedy o tym. Teraz pragnęła kary. Marzyła o odesłaniu do Krainy Cierpienia. Może zadawany tam ból jej powłoce zewnętrznej przyniesie choć trochę ulgi w środku. W duszy. W sercu. Mimo, że wcześniej z pewnością go tam nie było, to jednak czuła nieustanne rozrywanie tego organu na strzępy.
Srebrna łza spływała niespiesznie po ciele dziewczyny.
Pragnęła, aby to były jego zimne palce otulające jej twarz, głaszczące włosy, muskające usta i obejmujące talie. Chciała słyszeć jego głos szepczący, że pięknie pachnie. Błądzić dłońmi po jego ciele.
Nie była jednak człowiekiem i nie miała prawa zaznać niczego, co ludzkie. Odpokutuje za złamanie regulaminu. Z utęsknieniem wyczekiwała nadejścia swoich zwierzchników.
Druga łza upadła na mech skrząc się w księżycowym świetle.
Nienawidziła się za to, co zrobiła oraz za to, co zrobić chciała. Zawsze miała słabość do artystycznych i dekadenckich, ale stanowczych dusz. Nie potrafiła stawiać im większego oporu. Zdawała sobie sprawę z tego, że uległaby i chłopakowi gdyby naciskał.
Uniosła głowę ku niebu i długo się w nie wpatrywała. Następnie omiotła wzrokiem polanę. Przy jej skraju wśród cieni drzew czaiły się Cienie. Strażnicy którejś z mrocznych krain. Czekały na pozwolenie, by zabrać ją tam skąd przyszły. Prawy kącik ust dziewczyny uniósł się ku górze nadając drwiący wyraz młodej twarzy.
Podniosła się z podeszłej wilgocią leśnej polany i wolno otrzepała sukienkę z resztek ściółki.
Wyprostowała się i zrobiła kilka kroków do przodu. Jej pochylona głowa zdawała się wisieć bezwładnie.
Trzecia połyskująca łza zjeżdżając po zadartym nosie zasiliła szeregi runa leśnego.
Trzy białe i piękne postacie szły z wolna w stronę Iany.
Ich posągowe twarze zdawały się nie wyrażać żadnych emocji.
To już kolejna Strażniczka Równowagi Ziemskiej łamiąca Święte Prawo. Fakt ten był martwiący. Co te istoty miały w sobie takiego, że ogłupiały i sprowadzały na drogę nieposłuszeństwa zdyscyplinowanych strażników? Może jest coś w tutejszej glebie... wodzie... powietrzu...
Zwierzchnicy zatrzymali się przed dziewczyną. Patrzyła na nich odważnie z dumnie uniesioną głową.
Czarne cieniste postacie wyszły z kryjówki. Mknęły po leśnej powłoce w kierunku czterech jasnych postaci. Ich szpony zacisnęły się wokół stóp, kostek, łydek, kolan i ud dziewczyny w pudrowo-różowym odzieniu. Szły jednak wyżej powoli acz skutecznie zakrywając jej bladą skórę. Cień wysunął pazury rozrywając brzuch i biodro dziewczyny. Strzępy sukienki wtopiły się w czarne od napastników podłoże.
- To dopiero początek - zachrypiał głos, gdy naga Iana upadła na ziemię kuląc się z bólu.
Słudzy ciemności byli w posiadaniu jej całego ciała. Nie obchodziło ją to jednak. To świadomość była najcenniejsza a jej niedostaną nigdy.
Iana zebrała resztki sił i wyrwała się Cieniom. Biegła przed siebie do najbliższego drzewa.
Chwyciła grubą gałąź i z całej siły szarpnęła w dół.
Polana pogrążyła się w mroku. Cienie były wszędzie. Znów wspinały się po jej ciele. Znów wyciągały szpony w kierunku jej głowy.
Dziewczyna użyła ostatnich pokładów magii dodając sobie nadludzkiej siły i wbiła oberwaną wcześniej gałąź w podniebienie przebijając na wylot głowę, tym samym uszkadzając mózg.
Upadła niczym szmaciana lalka zatapiając się na wieczność w czarną otchłań rozpaczy.
AD