sobota, 16 kwietnia 2011

13 godzin


A. pije Desperadosa u Szkota.
Relaksuje się.
Dzwoni telefon.
To od Niej.
Od Niej musi odebrać.
Odbiera.
Jest informacja.
Jest pytanie.
Nie. To polecenie.
Kilka minut i decyzja jest podjęta.
Jadą. I to w trybie natychmiastowym.
Nie ma czasu na przygotowanie.
Wszelkie informacje i rozpoczęcie operacji na miejscu.

A. i N.. Same.
Nie, jednak nie same, choć same decyzję podejmują. Później dowiadują się o Reszcie.
Reszta nie jest jednak istotna.
Na pozór fajna i sympatyczna, lecz nie wiadomo kim jest dla Niej.

Zanim nastąpi godzina pierwsza z trzynastu trzeba wykonać zadanie wstępne.

Poranek rozpoczął się pospiesznym stukotem czereśniowych obcasów N. i odgłosem gumowej podeszwy, czerwonych trampek A., zetkniętej ze żwirem.
Dobra dziennikarka wie, gdzie zaciągnąć języka

Żadna z nich nią jednak nie jest.

A. namówiła N. by tam poszły.
Głupio, bo głupio, ale jest zadanie.
A zadanie trzeba wypełnić.

Problemu nie było.
Byli pomocni - jak zawsze. Informacje są zdobyte.
Nie ma z czego się cieszyć - pomyślała A. wychodząc przez drzwi otwierane za pomocą fotokomórki.
Pęd powietrza rozwiał jej rude loku.
Nie zwróciła na to uwagi. Nazbyt była zamyślona.
- Poszło za łatwo. - syknęła do N. przez zaciśnięte zęby.
- Oj, przestań! - N. zatrzymała się gwałtownie - Wszystko idzie zgodnie z planem. Przestań komplikować!

Pociąg odjechał.
Na peronie, wśród zgiełku przechodniów, stało nieruchomo pięć postaci.
- Mamy 13 godzin - szepnęła prawie niesłyszalnie A.
Jeden z Reszty drgnął i wyszedł przed grupę.
Pozostali ruszyli o krok za nim.

Ponad pięciogodzinna jazda dawała się we z znaki.
Żeby zadanie wykonane było poprawnie, a one skuteczne, A. i N. musiały się odświeżyć.
Tak długi czas w dusznym, zatęchłym przedziale pozostawił ślad na ich, zazwyczaj nienagannych, twarzach.
Jednak krótka wizyta w łazience wystarczyła, by wróciły do odpowiedniego wyglądu.

Po dwóch godzinach cel został dokładnie namierzony.
- Nie ma sensu za nim latać. Sam do nas przyjdzie. - Powiedziała głośno A., ale pomyślała:zbyt banalnie,zbyt...łatwo nam idzie...
- Ale... jak? - zapytał ten, który wyprowadził ich z peronu.
No tak. Rozpoznanie w terenie może i dobre, za to znajomość wywiadu... - podsumowała w myślach A. kręcąc głową.
- Jeszcze dużo się musisz nauczyć - zaśmiała się kpiąco N.
Poczekają na niego w dogodnym i bezpiecznym miejscu.
- Przyjdzie jak owca na rzeź - A. się rozmarzyła.
- Nie. Tym razem tylko dane. Zdobędziemy dane i wracamy.

N. patrzyła głęboko w oczy A. Próbowało zrozumieć, co przyjaciółka jej przekazuje.
Oczy. Oczy według A. mówiły. Potrafiła czytać z oczu innych ludzi. Nie słowa, ale myśli i emocje.
Oczy A. były brązowe, bursztynowe, prawie czarne. I te oczy na prawdę mówiły do N.
Brunetka kiwnęła głową. Zrozumiała. Narysowała na kartce trzy postaci ustawione tak by tworzyły rogi trójkąta. Połączyła je linią i w środek powstałej figury wpisała litery A i N.
- Kim są?
- Po co są?

Nagle A. zmrużyła oczy zadanie!
N. odwróciła się gwałtownie. cel

Panel dyskusyjny trwał 5 godzin. Reszta się nie wychylała. Zostawiła wolną rękę zawodowcom.
A. i N. stopniowo przekonywały cel do siebie.
Przyszedł sam. Tak, tak miało być. Inaczej po panelu zabrakłoby czasu.
Teraz czasu mają aż nadto.
- Szkoda, że kolega celu nigdy nie przyjedzie. Będzie czekał na marne. - N. ledwie poruszyła wargami.
- AN. Cel to AN. To inicjały. Zabawne nie uważasz? -równie niezauważalnie odpowiedziała A. wpatrując się w kark AN.

Koniec. Czas działać.
Cała piątka stała przed budynkiem udając, że są zajęci.
Że na nikogo nie czekają.
W rezultacie nie musieli długo udawać.
Cel wyszedł z budynku i skierował swe kroki ku im.
- Cześć - uśmiechnął się nieśmiało. - O której macie pociąg?
- 23.10 - mruknęła A.
Była godzina 17.13
- Co robicie teraz? Chętnie pójdę z Wami, bo czekam na kolegę, który dopiero o 23.00 ma przyjechać pociągiem...
- Jasne - serdecznie uśmiechnęła się A. mimo, że pomyślała Kolega nie przyjedzie, mój drogi...
- Jeśli nas oprowadzisz po Warszawie - postawiła warunek N. dodając w myślach biedny celu, sam wchodzący w sidła...
Chłopak przytaknął i ruszyli.

Reszta zaczęła się podejrzanie zachowywać.
Jedyny mężczyzna w grupie, oprócz celu, zaczął stroić dziwne fochy i uparcie chciał się rozdzielić.
Tak się stało. A. zwróciła uwagę, że nie jest to zachowanie przypadkowe, ale postanowiła czekać na rozwój sytuacji. Rozdzielili się.
Nareszcie!
Reszta poszła w inną stronę a one z celem w inną.

To była chwila.
A. patrzyła na AN spod półprzymkniętych powiek. Starała się zapanować nad grymasem satysfakcji powoli unoszącego kąciki jej ust ku górze.
- Fantastyczny! - Westchnęła
Odwzajemnił nieśmiały uśmiech.
A. wyciągnęła w jego stronę dłoń z lustrzanką cyfrową Kodaka. Chłopak sięgnął i schował aparat do pokrowca.
Gdy N. wróciła z łazienki A. zdążyła już schować kartę w bezpieczne miejsce.
Teraz, gdy miała to czego chciały, mogą wrócić. AM był jednak ciekawym człowiekiem. A. nie chciała jeszcze się z nim rozstawać.
Jeśli N. się dowie, że już ją mam, będziemy musiały wrócić... Nie powiem jej na razie.

Reszta doszła do nich. Spacerowali po Krakowskim Przedmieściu i rozmawiali.
N. była w pracy, ale A. misje zakończyła, gdy, wychodząc z restauracji, okłamała partnerkę, że nie udało jej się zdobyć karty.
Może dlatego nie zauważyła postaci, które po raz kolejny mijały ich bezszelestnie.
Jednak N. zachowała czujność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz