poniedziałek, 18 kwietnia 2011

13 godzin ( II )


N. przystanęła na chwilkę, po czym dogoniła rozbawioną A.
- Nie możemy tu skręcić - oznajmiła z powagą.
- A gdzie? - A. zmarszczyła brwi. - No gdzie, jak nie tu?
W tym momencie musiały zakończyć rozmowę. W ich stronę żwawo maszerował AN.
- Idziemy? - spytał machnąwszy ręką w kierunku jednej z bocznych warszawskich uliczek.
Nie było czasu na debaty. A. musiała zaufać N.
- Nie. Musimy poczekać na znajomych - odparła, po czym uśmiechnęła się, pokazując dołeczki w policzkach, by złagodzić nazbyt oschły ton.
N. przejęła pałeczkę.
- Musimy chwilkę poczekać. Znajomi już idą - odsłoniła białe ząbki w szczerym uśmiechu.
- Okej - AN wzruszył ramionami.
Odszedł kawałek dalej i wyciągnął aparat z pokrowca.
A. zamarła.
- AN! - Zawołała.
N. złapała ją za ramię. Krótkie, ale mocne paznokcie zagłębiły się w jasnej skórze dziewczyny.
To był ułamek sekundy.
A. otrząsnęła się.
Odchrząknęła.
-A nie lepiej jak ja ci zrobię zdjęcie? - Podbiegła do chłopaka.
Co do cholery?- Zastanawiała się N. Czyżby...? O ja pie... Szybkim krokiem podeszła do A. trzymającą aparat w obydwu dłoniach.
Złapała ją za ramię.
A uniosła głowę. Ich spojrzenia spotkały się.
Wie.
Wiem.

Doszła Reszta.
Już nie mogły rozmawiać.
W sumie to Reszta w końcu się przydała, bo to zmusiło AN do schowania aparatu.
Szli Krakowskim Przedmieściem już od kilkunastu minut.
Minęli Pałac Prezydencki, pod którym odbywała się jakaś manifestacja nie budząca już niczyjego zainteresowania.
Torba A. była ciężka.
Bark dziewczyny przechylił się bliżej ziemi.
W środku, i tak już wypchanym aż nadto, umieszczony został cenny przedmiot - wspólna pasja i miłość przyjaciółek.

Cienie.
N. rozglądała się ukradkiem.
Skoro mamy dane... zadanie zakończone.
- Usiądźmy tutaj - N. wskazała na pobliskie ławki.
- Tak na widoku? - Spytał jeden z Reszty.
- Pod latarnią najciemniej - zakończyła.
Powód był jeszcze jeden: wszystko wskazywało na to, że cienie podążają za nimi.

A. sączyła napój ze swojego kubka do kawy.
Westchnęła z rozkoszą, gdy pierwsze bąbelki spłynęły przez gardło do żołądka.
N. krążyła.
Coś sprawdzała.
Dwa razy, pod byle pretekstem, obeszła plac.
Raz zabrała ze sobą jednego z Reszty, a raz udała się samotnie.
A. widziała to, ale uznała, że jeszcze nie pora interweniować.
Przywołała na twarz uroczy uśmiech i zadała jakieś pytanie, na które odpowiedzi nawet nie wsłuchała, nowemu znajomemu.

Cienie nie podeszły.
poruszały się powoli i spokojnie jak rekiny wokół ofiary.
Nie zrobili jednak nic, co by ich sprowokowało.
Nie wyczuły krwi.
Gdy szli na pociąg nie podążali już za nimi.
Byli na służbie, przydzieleni do konkretnego rejonu.

Cel odszedł.
Chyba coś wyczuł, ponieważ ulotnił się wcześniej niż mówił na początku.
To nie jest istotne.

A. i N. zdobyły dane - wykonały zadanie!
Więc czemu nie delektować się tym wspaniałym trunkiem, który spoczywał w dłoni A.?
:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz