czwartek, 18 sierpnia 2011

Starcie Żywiołów (cz.1)

AD

Porywisty wiatr targał połami długiego skórzanego płaszcza mężczyzny stojącego na skraju urwiska. Stale narastający ruch powietrza zupełnie Teremu nie przeszkadzał. Lubił stawiać opór Żywiołom Natury.
Wpatrując się w przepaść rozmyślał nad czynnikami wpływającymi na obrót spraw na jego planecie.
To właśnie Żywioły, mimo obecności innych uzdolnionych cudów Matki Natury, były najsilniejszymi jednostkami. Nierozważnymi jednak. Nazbyt dumnymi. Niepotrafiącymi rozsądnie kierować ruchem planety.
Tery zasępił się na chwilę przypominając sobie słowa, które mawiał jego mentor.
W rzeczywistości było ich więcej niż powszechnie uważano...
Niezliczona liczba nie dlatego, że duża ale temu, bo ciągle zmienna. Żywioły walczyły ze sobą likwidując się ostatecznie, rozszczepiając, deformując... Powstawały również nowe pod wpływem zmiany otoczenia, transformacji Matki Natury. Te małe były zbyt słabe, aby mieć znaczny wpływ na przebieg zdarzeń. W związku z tym liczyły się tylko cztery. Najważniejsze i najstarsze. Ziemia, Powietrze, Ogień i Woda.
Niczym czterej królowie zasiadali na tronach królestw rozstawionych na czterech krańcach planety władając wszystkim tym, czym mogli. Prowadzili nieustanne spory o granice wpływu a każdy dążył do poszerzenia terenu podległego ich panowaniu.
Nieraz schodzili z królewskich siedzisk by przechadzać się po swych włościach doglądając rozmaitych teraźniejszych, ale i przeszłych spraw oraz planując działania zapewniające wieczny triumf.
Stworzeni zostali aby władać wspólnie. Cztery różne temperamenty, moce i charaktery miały się nawzajem kontrolować ażeby zachować równowagę na planecie.
Byli jednakże przeciwnościami. Poczęli toczyć zatem walkę trwającą od setek stuleci. Czasem zawierali pakty, lecz Ogień z Wodą, Powietrze z Ziemią nie mogli się nigdy porozumieć.
Rozpoczęła się wojna stała i straszna, w której nie było miejsca na lojalność i uczciwe sojusze. Cztery potężne armie z bezwzględnymi dowódcami na czele niszczyły wszystko, co napotkały na swej drodze. Nikt nie miał prawa do neutralności.

Żywioły przybierały postać mieszkańców zamieszkiwanej planety. Ciała ich jednak były niezniszczalne a skóra różniła się nieznacznie od tej, którą posiadali śmiertelnicy. Była twarda ale cienka, jakoby ktoś nawlekł materiał, wykonany z niezniszczalnego tworzywa, na zbyt dużą rzecz.
Aktualnie trwała wojna, która porwała w wir walki również zwykłych rezydentów planety Ujum-Min. Wśród społeczeństwa powstały grupy opowiadające się za którymś z Żywiołów i walczące w jego imieniu. Planetę ogarnęły zamieszki. Przelewano krew niewinnych ludzi bez żadnego powodu. Nikt już nie pamiętał z czyjej winy rozpoczęto działania wojenne.
Świat spowiła gęsta mgła mroku. Na gruzach dawnego ładu powstał nowy - brudny, krwawy, barbarzyński, pozbawiony reguł i zasad.
W obliczu powstałej sytuacji kilkoro Ujum-minczyków postanowiło założyć zgrupowanie mające chronić bezbronnych obywateli.
Tancerze, by przetrwać i wykonywać misję, musieli zdobyć szacunek otoczenia. Środki po które sięgali winne być zatem brutalne a oni bezwzględni i bezlitośni.
Członkowie ugrupowania nie byli lubiani, lecz żaden ze zwykłych przestępców nie ważył się zmierzyć się z którymkolwiek z nich.
Tancerze byli elitarni, perfekcyjnie wyszkoleni, zdyscyplinowani i niewiarygodnie szybcy. Nazwa ugrupowania pochodziła od stylu walki. Mimo, iż każdy miał prawo wyboru broni wiodącej to technika obierana podczas starcia była precyzyjnie określona i opierająca się na jednakowych zasadach. Ruchy bojowników podczas starcia były lekkie, swobodne, zdecydowane, przepełnione gracją.
Tery był jednym z nich. Obecnie znajdował się w rejonie "z", gdzie pełnił wartę. Wypatrywał nadejścia zwolenników jednego z Żywiołów. Wiedział, że uderzą tej nocy, ponieważ utkał doskonałą sieć kontaktów oraz miał informatorów praktycznie w każdej warstwie społecznej i na większości, nawet tych najwyższych, szczebli grup oddanych Żywiołom.
Horyzont zaczął płonąć.
Chmara ludzi biegła z pochodniami wprost na niego podpalając wszystko, co napotkali po drodze. Po chwili cały plac u stóp Terego wypełniony był pomarańczowo-żółtymi językami.
Mężczyzna uniósł głowę wbijając wzrok w półkę skalną znajdującą się nieopodal. Znajdująca się tam postać trwała nieruchomo niczym posąg pozwalając aby włosy i szata, w którą była ubrana powiewały za nią na wietrze. Kiwnęła prawie niezauważalnie głową po czym rzuciła się w dół delikatnie lądując w samym sercu zamieszek. Nie upłynęło kilka sekund a Tery opadł tuż przy niej klękając na jednym kolanie i podpierając się dłonią, w której trzymał pistolet HK USP, o gorące podłoże. Wolną ręką wydobył z wewnętrznej kieszeni płaszcza drugi egzemplarz ulubionej broni.
Wyprostował się błyskawicznie i jednym ruchem odbezpieczył pistolety. Dziewczyna stała odwrócona plecami do niego z mieczem samurajskim wyciągniętym w stronę wroga. Sprawnym ruchem nadgarstków kręciła koła wywołując złowieszczy świat powietrza.
Tancerze rozpoczęli taniec śmierci tnąc, siekając, dziurawiąc, rozrywając przeciwników jednocześnie osłaniając siebie nawzajem.
Wirowali wśród ognia piruetami gasząc płomienie.



c.d.n. (?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz