sobota, 6 sierpnia 2011

Ostatnie bicie serca

AD

To już trzeci rok odkąd nie płakała.
Precyzyjniej rzecz ujmując tysiąc dziewięćdziesiąty pierwszy dzień chylił się ku końcowi.
Nie pamiętała już smaku łez. Tego rozrywającego pierś uczucia rozpaczy. Odkąd zgodziła się oddać wszystko za zabranie emocji nie czuła praktycznie nic.
Odczuwała satysfakcję lub rozczarowanie, jednak niebyły one silne. Obecne tylko w życiu zawodowym. Stanowiły swoistego rodzaju nitro, bo gdyby ich nie było nie miałaby przecież motywacji.
Wyzbycie się uczuć miało ogromny wpływ na jej karierę. Nie miała skrupułów i, co najważniejsze, nie traciła cennego czasu na błahe przyjemności takie jak bezcelowe i długie spotkania z chłopcami. Utrzymywała z nimi relację tylko w dwóch celach: biznesowym i seksualnym. Pierwsze ceniła sobie bardzo, drugimi zaś gardziła ogromnie.
Popęd trzeba jednak zaspokajać niezależnie od tego jaki on jest.
Cały wolny czas poświęciła na naukę i rozwój, co opłaciło jej się ogromnie.
Miała 28 lat, zamknięty przewód doktorski i pracę jako młodszy specjalista w rządowym zakładzie fizyki nuklearnej objętym najwyższym stopniem tajności.

Trzy lata temu jej kariera nie zapowiadała się tak owocnie. Ale wtedy była zupełnie inną osobą. Bardzo emocjonalną. Często się zakochiwała i tak samo często odkochiwała. Targały nią skrajne uczucia zdecydowanie częściej niż jej rówieśników. Albo radość, albo cierpienie.
A wszystko to dotykało ją intensywniej od innych ludzi. Każda łza rozpaczy była brzytwą, łza radości zaś - opatrunkiem. Naprzemiennie to okaleczała się to leczyła.
Izabella patrzyła sercem. To ono zwykle dominowało nad mózgiem.
- Lepiej kochać i cierpieć, niż nigdy nie zaznać miłości - lubiła mawiać.
Kolejny mężczyzna którego pokochała miłością intensywną, jednak nieszczęśliwą nigdy do końca do niej nie należał.
Ich ścieżki nie miały prawa się połączyć, mimo iż on odwzajemniał jej uczucie. A może to była zwykła fascynacja? Pospolity pociąg do zakazanego owocu?
O tym się nigdy nie mieli przekonać. Los pisze swoją księgę wydarzeń nie bacząc na to, czy dobrze się ją czyta. Ma być efektowna i skomplikowana.
Ludzie są bowiem tylko zabawkami w jego rękach. Wytworami jego wyobraźni. Zranić zatem ich nie można skoro nie istnieją.
Los litował się, jednak czasem nad bohaterami swojej powieści.
Ulitował się również nad dziewczyną opłakującą tragiczną śmierć swego ukochanego.
Tak długo błagała, obiecywała wszystko co miała, czyli nic znaczącego, nic przydatnego kapryśnemu Losowi. Usłuchał, jednak łaskawie i spełnił prośbę.
Odebrał młodej kobiecie emocje i uczucia zamykając je w kryształowej kuli. Odtąd jej serce było martwe. Pompowało tylko krew.

- To może być ciekawa historia. O tym jeszcze nie pisałem - Los podrapał się po głowie żółtym ołówkiem z różową gumką usiłując sobie przypomnieć, czy opisywał już taki przypadek - o ile pamięć mnie nie zawodzi...tego jeszcze nie było! - Krzyknął uradowany.
Obrócił ołówkiem i zaczął zawzięcie skrobać nim po stronicach księgi chichocząc co jakiś czas pod nosem.

Iza pierwszy raz spotkała Doriana na jednej ze studenckich imprez. Był wysokim niebieskookim blondynem o twardych bicepsach. Odbiegał zatem znacznie od gustu Izabelli, która preferowała wiotkich brunetów o oliwkowej karnacji typowej dla mieszkańców Półwyspu Bałkańskiego.
Nowo poznany chłopak wydawał się nazbyt narcystyczny i zadufany w sobie. Często ironizował i był uszczypliwy, więc dziewczyna nie mogła do końca odprężyć się w jego towarzystwie. Nigdy nie wiedziała czy słowa, które zaraz padną z jego ust będą miłe czy może nieprzyjemne.
Czuła się atakowana zatem dzielnie parowała ciosy i starała się zastosować skuteczną ofensywę. On natomiast zdawał się bawić tą całą sytuacją, co wprawiało ją w głęboką irytację.
- Bawią mnie takie małe kąsające dziewczynki – śmiał się, gdy usiłowała wbić słowną szpilkę.
Nie wiedziała czemu w ogóle z nim rozmawia, choć trzeba przyznać, że mimo wszystko lubiła prowadzić z nim dyskusje.
A na dodatek był cynikiem. Ci zaś byli niezmiernie pociągający.
Im więcej czasu spędzała z młodym mężczyzną tym bardziej się do niego przekonywała. Zauważyła, że mają mnóstwo wspólnego. Podobne postrzeganie świata, podejście do różnych spraw, opinie na dane tematy.
Dzięki temu było jej łatwiej. Wiedziała przynajmniej, że nie jest osamotniona w swoich poglądach i odczuciach.
I śmiała się znacznie częściej niż przy innych chłopcach. Mimo sporadycznych spotkań ich relacje nabrały na intensywności i przerodziły się w przyjaźń. Wydawałoby się, że stabilną jak stuletni dąb.

Figlarski Los znudził się wkrótce tym przyjacielskim obrazkiem i nasłał huragan na jedyną ostoję spokoju pośród piaszczystych zasp smutku, komplikacji i niezrozumienia.
Niewinne dotychczas relacje uległy zmianie. Żadne z nich nie zorientowało się, że wiatr zmienił kierunek. Pewnej wyjątkowo mroźnej zimowej nocy podczas narciarskiego wypadu do Siegsdorf otuleni kocem, pijąc czerwone półwytrawne wino przy wesoło pląsających płomieniach w kominku Iza oparła głowę na ramieniu Doriana. Jego ręka gładziła ramię dziewczyny, po czym powędrowała wyżej do jej długich czarnych włosów pieszcząc je delikatnie. Serca zaczęły bić szybciej, oddechy stały się krótsze i częstsze. Dłoń kobiety znalazła wolną dłoń mężczyzny. Ich palce splotły się razem...

Po tym incydencie nie czuli się swobodnie, jak niegdyś, w swoim towarzystwie. Ich stosunki uległy ochłodzeniu a spotkania ograniczyli do minimum.
- Dorian nie żyje – wspólny znajomy byłych przyjaciół zadzwonił do Izy.
Milczała.
Dorian...
Dorian...Co?
- Powiesił się – kontynuował chłopak. - Jesteś tam?
- Jestem... tylko... – dukała zdezorientowana – dlaczego?
- Nie wiem. Chcesz pogadać?
- Nie... Ja...
Sygnał zakończonego połączenia rozległ się w słuchawce dostarczyciela tragicznej wiadomości.
Izabella stała nieruchomo wpatrując się w przestrzeń. Powoli docierało do niej co się stało. Zapomniała oddychać. Gdy się ocknęła wzięła głęboki haust powietrza a jej oczy powoli wypełniały się łzami. Upadła na ziemię jak bezwładna kukła ze szklistym spojrzeniem.
Wyglądała dokładnie jak porcelanowa lalka. Blada cera, okrągłe szmaragdowe oczy, lśniące długie i proste czarne włosy z równo podciętą grzywką. Niczym porcelanowa lalka z wystawy sklepu z lalkami z XIX wieku. Tylko na policzkach zabrakło rumieńców.
Skurcz rozpaczy targnął jej ciałem. Zwinęła się w kłębek kolanami dotykając brody.
- To sen, to sen – powtarzała sobie próbując uwierzyć swoim słowom – chcę się obudzić!
Naprzemiennie odgłosy łkania, krzyków, jęków to chwile rozdzierającej ciszy wypełniały mieszkanie dziewczyny.

- Szybko ci bije serce.
- Nie zauważyłem.
- Tak jak dzieciom. Ich serca biją szybciej niż dorosłych. Nigdy nie słyszałeś bicia swojego serca?
- Słyszałem. Nie słyszałem po prostu innych.


Któregoś wypełnionego bólem i żalem wieczora Izabella błagała, aby ktoś ją uratował. Żeby nic już nie czuła. Żeby przestała w końcu cierpieć.
Los wysłuchał jej próśb.
Nagle żałość ustała, rozpacz odeszła. Nie czuła nic. Zupełnie nic, oprócz głodu.
Podniosła się z podłogi i rozejrzała po brudnym, zaniedbanym pokoju.
- To niedorzeczne żeby doprowadzić się do takiego stanu – mruknęła poirytowana kierując się w stronę lodówki. - Ale jestem głodna!

Trzy lata to dużo czasu. Można je spędzić na różne sposoby. Te trzy lata wypełnione były pustką.
Izabella wysypała tabletki nasenne na biurko przy którym siedziała.
Ktoś kto nie ma uczuć nie czuje i strachu.
Usta dziewczyny rozciągnęły się w wymuszonym grymasie uśmiechu. Pamiętała jeszcze jak to się robi. Głos jaki wydobył się z jej gardła nie przypominał śmiechu. Był raczej nieudaną, z góry skazaną na porażkę, próbą wydania ów radosnego dźwięku.
- Ile tabletek pomoże mi zasnąć snem wiecznym? - Zaśpiewała układając pigułki w rzędzie.
Wstała z krzesła i przeszła się po swoim gabinecie. Podeszła do okna. Próbowała zachwycić się widokiem za zewnątrz, jednak nie zauważyła w nim nic nadzwyczajnego.
Ruszyła dalej. Zatrzymała się przy barku, z którego wyciągnęła swoje ulubione Porto i z butelką wróciła na miejsce. Napełniła szklaneczkę ciemnoczerwonym płynem.
Jedna tabletka, jeden łyk.
Ile dane jej będzie rozkoszować się tym znakomitym trunkiem?
Zamrugała oczami. Spróbowała uronić łzę. Choć jedną ostatnią łzę. Bezskutecznie.
Dudnienie w piersi stało się szybsze i mocniejsze jakby serce próbowało wyrwać się na wolność.

- Szybko ci bije serce.

Tabletka, łyk.

- Nie zauważyłem.

Tabletka, łyk.

- Tak jak dzieciom. Ich serca biją szybciej niż dorosłych. Nigdy nie słyszałeś bicia swojego serca?

Garść tabletek.

- Słyszałem...

Pusta szklanka upadła na podłogę.

- Nie słyszałem po prostu innych.

Dudnienie ustało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz