Wszelkie sprzęty elektroniczne w naturze mają przysparzanie bólu głowy. Nie... Przysporzyć można też o zawrót głowy, ale ja mam na myśli ból. Pulsujący, migrenowy, uciskający i wiercący.
I gdy pracują, nawet te ciche, nowoczesne, ultra ulepszone... Pracując wysyłają mikro fale wdrążające się w mózg, nie tylko użytkownika, lecz nieświadomych niczego przypadkowych odbieraczy e-bodźców. To tacy bierni palacze, chociaż... czy pozostali jeszcze bierni w tej sferze?
Mam myśl.
Chcę ją zapisać, co z tego, że na wirtualnej kartce? Chcę przelać myśl na elektroniczny papier, bo nie potrafię inaczej. Nie wiem jak trzyma się długopis, ołówek czy, co tam moi przodkowie zwykli trzymać.
Och! Oczywiście, że znam te pojęcia! Nie jestem ignorantką.
Miałam, w każdym razie, myśl. Ulotną, jak to z myślami w (ludzkich...?) głowach bywa, i chciałam ją zapisać stukając opuszkami palców w klawiaturę. A tu serwer się wiesza, sygnał sieci zanika, ekran migocze... Co z tego, że komputer pracuje non stop od 56 godzin? Przecież musi czuwać.
To ostatnie nasze chwile.
Ja odczuwam większe niedogodności, gdyż nie mogę sformatować mojej głowy. Nie mogę usunąć wirusów.
Takie są jednak konsekwencje bycia skrybą.
Jestem już stara. Mój komputer do najmłodszych nie należy również. Dlatego się wiesza i dlatego tak wierci mi w głowie.
Wiele historii zapisałam. Wiele jeszcze zapiszę, gdy narodzę się w nowej formie. Będę z pewnością klikać szybciej i sprawniej. Mniej błędnie.
I nowy komputer nie będzie falami rozwiercał mi głowy.
Właściwie to mogę nie mieć już głowy.
Czy głowa jest użyteczna?
Słyszałam o cięciach kosztów, więc po co mi głowa? Ręce wystarczą. Dłonie właściwie. Palce... Opuszki same.
Przecież i tak całe życie czekami i klikam, co twórca treści we mnie przeleje. Pod me palce podsunie.
Po co mi coś więcej niż opuszki?
I znowu się wiesza...
I wierci mi w głowie.
Po co mi głowa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz