Nastał świt i tak naprawdę nikomu nie było już smutno. Nie ma sensu się smucić. Za późno już na zmianę swojego odbicia, a walka z lustrami zaczyna przypominać śmieszną walkę z wiatrakami obłąkanego rycerza, mimo że lustra nie są niczyją imaginacją.
Lustra są wszędzie. Są to oczy ludzi i zwierząt, szyby okien w chałupach, tafla wody w stawie, myślała chłopka Ala maczając opuszki palców w bali rozganiając tym samym mydliny pozostałe po zakończonej toalecie wieczornej księżniczki, której usługiwała.
Ala nie marzyła nawet o innym życiu. W pełni akceptowała swoją pozycję w strukturze społecznej. Wiedziała jaki los ją czeka, gdyż wszystko zostało już dawno zaplanowane.
Każdy gra swoją rolę. Każdemu przypisane jest określone miejsce w szeregu i ważne żeby się nie wychylał, bo dostanie w łeb i nie będzie mógł przez jakiś czas pracować na roli. A to przyniesie straty w gospodarstwie, mawiała bardzo często matka Ali. Nie chciała, aby jej córka była jedną z tych naiwnych chłopek śniących o książętach, pałacach i pięknych szatach. Nie zostały stworzone do innego życia niż to, które mają i głupota byłoby myśleć inaczej. Chciała chronić córkę przed zawodem. Gorzkim smakiem porażki i rozczarowania przychodzącego, gdy zgaśnie ostatnia iskierka nadziei.
Matka 16-sto letniej bohaterki opowiastki była znacznie mniej bystra niż jej latorośl. Jej poziom elokwencji był typowy dla chłopek w tym okresie i miejscu. To Ala wykazywała większe zdolności umysłu oraz nad przeciętną inteligencję. Z tej przyczyny bez problemu przyjmowała słowa matki, gdyż jej umysł zdolny był do analizy faktów. A były one takie, że żadna wieśniaczka, chłopka czy nawet mieszczanka (no...może jedna, ale orzeknięto ją wiedźmą i spalono za "podstępne zauroczenie" członka arystokracji) nie podwyższyła swojego statusu społecznego.
Ala przez jakiś czas usiłowała uświadomić koleżanki, iż ich mrzonki są ... mrzonkami zaledwie. Gdy ktoś was pokocha... wtedy będziecie to wiedziały, bo zrobi dla was wszystko, moje drogie. Urwie chmury, powyrywa drzewa i zabije hordy wojaków, którzy będą chcieli was na stos prowadzić. Złapie małego listka na rwącym wierze i będzie o was myślał od zmierzchu do świtu aż oczy jego ponownie nie napotkają waszej sylwetki. I rozchylone wargi nie połączą się, mówiła, lecz one nie słuchały najczęściej odchodząc w trakcie jej wypowiedzi.
Gdzieś w środku miała małą marzycielkę, jednak cynizm zakuł ją w łańcuchy, zakneblował i nie pozwolił dojść do głosu. Dlatego Ala patrzyła na świat z dystansem chłodno oceniając pojawiające się przed jej oczyma zjawiska.
Czas był dobry dla wszystkich mieszkańców Aszi - krainy, w której odgrywa się niniejsza historia. Mimo występowania podziałów i hierarchii nikt nie głodował, nie cierpiał bólu fizycznego (bez ingerencji innego, równego sobie obywatela Aszi) i nie chorował.
Baby w sędziwym wieku pozbawione sił witalnych, aby pomagać rodzinie w pracach siadały nad jeziorem i gadały całymi dniami. Widziały mokre i czerwone oczy dziewcząt po zderzeniu z bolesną prawdą, iż księżniczkami nie zostaną nigdy. Baby nie winiły chłopek, gdyż kiedyś też znajdowały się w ich położeniu. Wszystko przez krnąbrnych książąt, którzy chodzili z dziewkami w pole, a niektóre nawet brali do komnat, ponieważ wiejskie dziewczęta były bezpruderyjne, uległe i nie kaprysiły.
Ala słyszała o czym gadała jej babka z kumoszkami. Wiedziała, że słowa ich nie stanowią reguły, ale są w dużej mierze prawdziwe. Nie chciała być uznana za głupiutką i naiwną, więc postanowiła nie dać się uwieźć. I do czasu dobrze jej szło...
- Służko! Przyjedzie dziś mój daleki kuzyn, który nie widział mnie od czasów dzieciństwa. Przygotuj moją najlepszą suknię. Tę w kolorze herbacianej róży.
- Tak, pani. - Ala podeszła do garderoby wyciągając z niej wspomnianą szatę.
- Pokaż ją. Piękna... - księżniczka musnęła palcami jedwabny materiał. - Twoja sylwetka jest zbliżona mojej. Przymierz ją. Muszę zobaczyć jak się prezentuje.
Dziewczyna kiwnęła głową i udała się za parawanik. Zdjęła swoje odzienie i ułożyła je starannie na stoliczku. Przywdziała suknię. Był to proces złożony i niełatwy przy samodzielnym wykonania, lecz była wprawna w tej kwestii.
- Służko. Matka wzywa mnie na brunch. Jak będziesz gotowa to poczekaj. Przygotuj pąki różyczek, aby wpleść je w me złote warkocze.
Ala wyszła zza parawanu. Okręciła się w okół własnej osi raz. Później kolejny. Zobaczyła swoje odbicie w wielkim lustrze umieszczonym w rogu komnaty. Wyglądała pięknie. Może przyznanie tego jest nieskromne i nieodpowiednie dla kogoś o jej pozycji, ale wyglądała naprawdę imponująco. Usiadła przy toaletce zaczarowana swą odmianą. Zerknęła w stronę drzwi. Były zamknięte. Znajdowała się sama w pomieszczeniu. Zawahała się przez chwilę. Chwyciła srebrny grzebień i zaczęła rozczesywać włosy. Były gęste, długie i moce. Po rozczesaniu hebanowa czerń nabrała blasku i zdawały się migotać porannych promieniach słońca wpadających do komnaty przez szyby w wielkich zdobnych okiennicach. Patrzyła urzeczona widokiem machinalnie przeczesując włosy srebrnym grzebyczkiem.
Wtem drzwi otworzyły się i do pomieszczenia z impetem wpadł przystojny młodzieniec.
- Witam kuzyneczko! - Wykrzyknął na wstępie. Zatrzymał się wpół kroku, gdy ujrzał lico osóbki siedzącej przed toaletką. - Jesteś piękna! Nie jesteś jednak moją kuzynką!
Książę podszedł powoli do Ali wyciągając dłoń w jej stronę.
- Kim jesteś, nadobna niewiasto?
Służka poderwała się z siedzenia.
- Nikim szczególnym, panie. Służę pańskiej kuzynce.
- W takich szatach? - Uczynił szeroki gest wyciągniętą ręką podkreślający ubiór rozmówczyni.
- Księżniczka kazała się przebrać w celu prezentacji sukni.
Książę w mgnieniu oka znalazł się przy Ali obejmując ją w pasie. Wolną ręką chwycił delikatnie za podbródek unosząc spuszczoną głowę. Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Kocham Cię, ma pani - wyszeptał.
Później był spacer, zabawy, wygłupy i obietnice. Łańcuchy pękły i knebel wypadł z ust stłamszonej dotychczas romantyczki. Zaczęła śpiewać, tańczyć i śmiać się do łez. Z radości, miłości, przy niepohamowanej naiwności. Jednak książę nieba biednej chłopce Ali nie przychylił. O poranku dziewczyna wykradła się z komnaty księcia i wróciła na służbę do rozzłoszczonej księżniczki, która widziała co wyczyniała jej służka z jej kuzynem - księciem. Ulitowała się jednakże nad chłopką, gdyż dobrze wiedziała, że nie jest dla niej żadnym zagrożeniem.
Nikt nie podwyższy swojego statusu. Księżniczką trzeba się urodzić, tak mawiała jej matka i ona w pełni się z nią zgadzała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz