wtorek, 6 grudnia 2011

zimowa opowieść, jak Artur stracił gwiazdkę

Nie całkiem dawno od chwili obecnej, w której piszę te słowa i nie całkiem daleko od miejsca, w którym tekst ten tworzę żył chłopiec, a raczej mężczyzna. Był on energicznym melancholikiem, co jest paradoksem, jednak fakt ten - hybryda ta - był jedną z licznych składowych jego wyjątkowości. Mimo, iż mózg jego cieszył się poprawnym (co we współczesnym świecie nie jest wcale takie powszechne) rozwojem, był niepewny siebie i nieśmiały. Zdawał sobie oczywiście sprawę z własnej wartości, gdyż był człowiekiem inteligentnym jednak nie potrafił do końca w nią uwierzyć. Maskował swoją niewiarę zgrywając pewnego siebie, wyluzowanego i krytycznie nastawionego do wszelkich przejawów dekadencji intelektualistę.
Niestety w rezultacie stał w miejscu panicznie bojąc się wykonać krok bez zbytniej analizy sytuacji i rachuby strat i korzyści. Nawet jeśli bilans wychodził dodatni często wahał się nadal, co na ogół prowadziło do ostatecznej utraty szansy. Nic bowiem nie jest w stanie trwać i czekać wiecznie.
Nawet stabilne dęby w końcu usychają.
Był grudzień, tak jak dziś, ale wtedy prószył śnieg, a mróz rysował unikatowe wzory na szybach. Delikatne płatki zasypywały ulice, dachy domów, samochody, latarnie przykrywając wszystko przyjemnym dla oka puchem. Opadały na przechodniów pospiesznie podążających do puntów docelowych swojej wędrówki, goszcząc na kilka sekund na ich odzieniu by po chwili zmienić się w mokrą kroplę i zniknąć na zawsze.
Artur, bo tak brzmi imię bohatera niniejszej opowieści, żwawym krokiem zmierzał ku rozsuwanym przeszklonym drzwiom centrum handlowego, w którym zamierzał zrobić świąteczne zakupy - prezenty dla członków swojej rodziny. Podążając zatłoczonym chodnikiem wśród innych, takich samych, znajdujących się stale w biegu, przechodniów, kątem oka wychwycił ... zadziwiający brak ruchu. Automatycznie odwrócił głowę po czym przystanął, aby z uwagą przyjrzeć się owemu niecodziennemu zjawisku.
Na czerwonym moście stała młoda dziewczyna. Otwartą dłoń wyciągniętą miała przed siebie i zdawała się łapać płatki śniegu. Jej czerwony płaszczyk cały pokryty był delikatnym puchem nieustannie opadającym z nieba, tak samo jak czarny beret umieszczony na głowie, spod którego wydostały się niesforne rude loki. Stała w lekkim rozkroku, wielkimi bursztynowymi oczami wpatrując się z zachwytem w przestrzeń oraz dłoń, na której stale lądowały i topniały białe śnieżne gwiazdki.
Taką zobaczył ją Artur. Obraz ten wydał mu się najpiękniejszym obrazem jaki widział dotychczas w całym swoim ćwierćwiecznym życiu. A istota owa najbardziej intrygującą ...
Nie zastanawiając się wiele wysunął stopę, aby zrobić krok w stronę nieznajomej. Zauroczony chwilą, lekko roztargniony, nieuważny wpadł na przechodząca kobietę, której świeżo nabyte sprawunki wypadły na ziemię. Incydent ten wytrącił Artura ze stanu zauroczenia, w którym się znajdował, przeprosił potrąconą kobietę i pomógł pozbierać jej zakupy. W tej krótkiej chwili zaczął myśleć.
Kim jest ta dziewczyna? Kim jestem ja? Muszę kupić prezenty. Później nie będę miał czasu...
Wstał, otrzepał spodnie i zatopił się w pędzący tłum. Prosto do centrum handlowego.
Przez cały czas buszowania po sklepach nie mógł się skupić. Próbował racjonalnie podejść do zaistniałej parę momentów wcześniej sytuacji, jednak nie przynosiło to oczekiwanych rezultatów. Czuł ciekawość, której nie mógł wytłumaczyć, a co za tym idzie - zaspokoić. Po godzinie męczarni postanowił wrócić, lecz dziewczyny już tam nie było. Czerwony most był wyludniony, a nieprzerwanie sypiący śnieg zatarł wszelkie ślady.
Od tamtej pory Artur odczuwa nieuzasadnioną, niepojętą pustkę, poczucie utracenia czegoś niezwykle cennego.
Przychodzi na czerwony most co roku 6. grudnia z nadzieją, iż ponownie ujrzy tajemniczą dziewczynę, w której oczach migotały iskierki zachwytu i podziwu dla naturalnego zjawiska atmosferycznego. Co roku jednak odchodzi zmarznięty, rozczarowany, samotny i coraz bardziej pusty w środku.

7 komentarzy:

  1. Kolejne smutne opowiadanie bezsprzecznie dające do myślenia.

    Pozdrawiam.
    M.B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Promocja powszchnej komerchy,wskazująca na wysoką podatnośc na sygnały podprogowe przekazywane w mediach oraz kulturze masowej.Niestety jestem szczerze zawiedziony:( z abstrakcji na tematy różnorakie stworzyłaś powielony schemat kina kategorii B.Do kompletu brakuje "Trzymając kubek/filiżanke gorącej czekolady/kawy/herbaty wpatrywała się w okno rozmyślając o wydarzeniu minionego dnia"

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami radość dają rzeczy niższego rzędu. Czasami ze wspaniałymi ludźmi zadowalasz się pospolitymi historiami, gdyż twój mózg stymulowany jest przez nich. Nie potrzeba wtedy nazbyt wyszukanych bodźców.
    Czasami tak się dzieje, gdy jesteś ... szczęśliwy.

    Znasz to uczucie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Radość..ehh.. prawdziwe znaczenie tego uczucia zostało zapomniane w dobie 21 wieku chociaż..niee..zostało spłycone do rzeczy materialnych spowodowanym wszechobecnym pośpiechem.

    Chyba zapomniałem czym jest prawdziwa radość. Jeśli odnajdujesz ją szczerze w znaczeniu bardziej duchowym aniżeli fizycznym,pozostaje mi tylko ukłonić się w twym kierunku pozazdrościc i pogratulować.

    OdpowiedzUsuń
  5. zatem możesz zacząć się kłaniać. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. -dygnięcie- ot pełnego ukłonu nie będzie :)

    OdpowiedzUsuń